schematy burzone przez indywidualistów

Nie od dziś wiadome jest, że społeczeństwo przepełnione jest szarej masy, która jest zakompleksiona do szpiku kości. Takie swoiste zbiorowisko indywidualistów, nie różniących się niczym od innych. Indywidualista popularny, aż ciśnie się na usta. Spojrzysz nie tak, a oni już z oburzeniem spojrzą na ciebie krzycząc „jakim prawem?” Prawem wolności myślenia i możliwości posiadania własnych poglądów.

A  żeby tego było mało, popularnych indywidualistów kłamców. Mówią, że chcą prawdy, ale można tylko mówić pewne słowa. Chcą tolerancji, ale homoseksualizm to zboczenie. Chcą myśleć, ale jakiś czas temu zapomnieli, co to jest i nie dążą by przywrócić. W sumie bo i po co, skoro mass media podają najwłaściwszy tok rozumowania.

Chyba nie tylko ja odnoszę wrażenie, że większość społeczeństwa, na myśl o odrębnej jednostce, myśli mniej więcej w kategoriach nie wolno być innym! Myślenie takowe sprowadza się do klapek na oczach i myśleniem w stylu: „Bądź sobie indywidualistą, proszę bardzo, pod warunkiem, że swoim zachowaniem nie będziesz odstawał od normy, a twe słowa wypowiadane, będą normalne” [normalne czytaj, pozbawione jakiejkolwiek głębi, namiętności]…

Większość ludzi boi się mieć własny światopogląd, boi się konfrontacji z rzeczywistością, która zniszczy jednym argumentem daną ideę. Wypiera się coraz bardziej samodoskonalenie się, nie ma kasy na nauce szkolnej, nie robiącej coraz mocniej wody z mózgu. Chce się, by każdy był taki sam, bo łatwiej sterować takim tłumem debili (z perspektywy rządu). Chce się, by każdy był taki sam, bo nic nas nie zaskoczy, nie wprowadzi nas w zakłopotanie… Dąży się, z całkowitą aprobatą społeczeństwa, do schematów must – have, którym każdy ma się grzecznie podporządkować, niczym strona uległa w bdsm.

Cholera jasna! Człowieku! Kimkolwiek jesteś, gdziekolwiek mieszkasz, cokolwiek lubisz –  bądź sobą, bo to zajebista cecha. Nie wiesz? Dopytuj. Bądź mniejszym Gombrowiczem, kwestionującym nie-do-zakwestionowania sprawy. Nie podoba się Ci życie? Napij się kawy i zmień je. Nie zgadzasz się z czymś? Dyskutuj. Ktoś ewidentnie nie jest kompatybilny z Tobą i wkurza Cię samym oddychaniem? Pożegnaj go, nie zważając na sentymenty. To chore, by ktoś (lub co gorsza, jakieś nieożywione schematy stworzone przez zakompleksione jednostki) rządził Twoim życiem. On ze swoim ma prawo robić co chce, z Twoim nic (a przynajmniej teoretycznie, bo dajesz się manipulować, bo pozbawiono Cię kiedyś impulsu myślenia)…

Nie warto marnować czas na coś, co nie odzwierciedla nas.
„Kimkolwiek jesteś. Skądkolwiek pochodzisz. Dziś stoisz na progu wieczności”.

egoistyczny świat

Każdy ma pewien zarys jednostki, gdy pojawia się sformułowanie egoistyczny. Bez wątpienia większość społeczeństwa, a z pewnością cała szarówka, pojmuje egoizm jako coś złego. Jako niewłaściwą cechę, której trzeba się wyzbyć u siebie i ganić u innych. Nie chcą mieć z egoistą nic do czynienia.

Względem definicji rodem z onet.pl egoizm (z łacińskiego ego – ja), to postawa życiowa polegająca na kierowaniu się w postępowaniu tylko własnym dobrem i interesem. Zagłębiając się mocniej w dwa sformułowania [własne dobro, własny interes], widzimy jak się ze sobą one cholernie wiążą. Z przymrużeniem oka, są sobie one nawet równoważne. Własny interes to postępowanie nasze, tak by wyszło to nam na dobre, by być szczęśliwym; natomiast własne dobro wynika z własnego interesu, czyli są to postępowania szeroko pojęte, które w końcowym efekcie (jak nie całym postępowaniu) wychodzą na dobra danej jednostce, mają zrobić danej osobie dobrze psychicznie. Chyba co do tego nikt nie ma jakichkolwiek wątpliwości? Europejskim odkryciem Ameryki to to jeszcze nie jest, tak, a jak na razie tylko pseudo naukowym pieprzeniem.

Wymyślając temat, który w końcowym efekcie wyszedł w postaci egoistycznego świata, chciałam nakreślić, po jaką cholerę zajmuję się egoizmem? Chciałam już od samego tytułu pokazać, że cały świat jest pieprzonym egoistą, czytaj Ty też nim jesteś. Gówno warte są tu zdania, które mówią o tym, jakim prawem można więc nazwać egoistą człowieka, który jest dobry, pomaga, wpłaca na fundacje kasę i w ogóle jest cholernie przykładnym obywatelem? Tak, on też. Jest on, aż przesadnie empatyczną jednostką, bo uważa że tak powinno się żyć, miałby wyrzuty sumienia gdyby nie pomógł potrzebującemu i cholera jasna! Czuje w sobie potrzebę takiego życia, bo mu jest tak dobrze! Dla własnego egoistycznego interesu, pomaga innym. Przykładem tutaj (a bez problemu dałoby się je mnożyć, do każdego typu charakteru, do każdego zachowania) może być chociażby, jakże święta Matka Teresa. Pomagając innym, oczekiwała zbawienia w „drugim życiu”. Ktoś kiedyś powiedział, by pomagać innym, a w efekcie dostanie niby od niego życie wieczne i ona właśnie tego chciała, więc dla własnego interesy pomagała innym. Rezultat? Matka Teresa byłe egoistką.

Jedyne co różni zdefiniowanych egoistów, od „nie egoistów”, to tylko poziom niejako tego zapatrzenia w siebie. Ludzie wszystko co robię, robią tak by to im było dobrze. Nawet ci, co są słabi psychicznie, przez co są podatni na gadaninę innych i postępują tak jak aktualnie ogół, czy ktoś mu nakaże, też jest egoistą – boi się wychylić i pokazać własne zdanie, więc by było mu lepiej, daje się prowadzić niejako innym. Nie chce by go skrytykowano, by kazano podać mu swoiste argumenty, których nie umiałby podać, więc milczy i robi jak inni, by nie zostać ośmieszonym w oczach innych.

Każdy z nas jest chociażby w minimalnym procencie niejako szelmowskich charakterem. Ma w sobie tą fascynującą cząstkę, która jest przebiegła, dzięki czemu postępujemy tylko i wyłącznie dla dobra naszego interesu, dla naszego dobra psychicznego…

 

Idą sobie dwaj górale. Nagle jeden mówi do drugiego:
-Ty. idziemy już tak i idziemy. Może byśmy jakoś urozmaicili ten czas?
Tamten się zgodził i zaczęli sobie opowiadać dowcipy. W pewnym momencie ich zasoby humorystyczne się skończyły i znów nastała cisza i nuda.
-A zjadłbyś Ty gówno?
-za 1000zł zjodłbym
Zjadł, a tamten dał mu kasę. I znów nastała wędrówka, aż ten drugi (od gówna) powiedział:
-A Ty zjodłbyś gówno za 1000?
-Zjodłbym
Pierwszy zjadł, a drugi dał mu kasę… 
Wniosek jest taki, że  człowiek patrzy na własny interes, chce najmniejszym kosztem zdobyć jak najwięcej, a w rezultacie dostaje gówno 

dzieciak w ciele faceta

Faceci dojrzewają do 5 roku życia, a potem to już tylko rosną, a laski zawsze mają rację, bo mają cycki!

No nic tylko strzelić sobie w łeb, ewentualnie nafaszerować się prochami i błagać o brak rzygania. Skoro dzieciak w ciele faceta, to uniewinniać wszystkich pedofilii płci damskiej. Przecież fakt, czy się pieprzymy z rozwiniętymi cechami płciowymi, czy niezbyt rozwiniętymi, to nie ma znaczenia dla ogółu. Jedni wolą bdsm, inni dziewice. Ot, taki niewinny fetysz.

Jak często słyszy się teksty lasek odnośnie facetów, że to niedorozwinięte dzieciaki, które do końca swych dni potrzebują opieki? Aż nazbyt często. Nie no, litości. Już się pogodziłam (czytaj: staram się nie zwracać uwagi i przymykać oko) z brakiem myślenia w szarej masie, ale tu moje neurony ewidentnie chcą popełnić samobójstwo, słysząc coś takiego. Znaczyłoby to nic innego, jak fakt, że kobiety chcą być zawsze i wszędzie opiekuńczymi matkami, mają nie małe zapędy pedofilskie i wszelkie kłótnie z serii „Ty mnie nigdy nie słuchasz!” byłyby bezpodstawne, przy takim obrocie spraw. Większość rzekomej płci pięknej zapewne chce mi odebrać prawo nazywania siebie kobietą, ale cholera jasna. Taka jest prawda. Małe dzieci nie potrafią słuchać, a skoro ty kobieto uważasz, że wszyscy faceci to dzieci, to przestań gadać 24/7, tylko dawaj krótkie i rzeczowe komendy, od czasu do czasu rozstawiając nogi lub kucając przed nim. Każdy będzie spełniony. Jeśli jednak nie chcesz być matką, nie uważasz się za pedofila i nie robisz takowych kłótni, ale wciąż uważasz że faceci to rozwinięte fizycznie bachory, to gratuluję idiotyzmu. W każdym z nas jest cząstka, chociażby minimalna, tej dziecięcej fantazji. Lubimy szybkie samochody, kochamy adrenalinę motocyklu, czy inne dodatki. Po prostu kochamy się bawić materialnością. Jedyny punt zmieniony od tamtych czasów, to ich cena i wielkość. Cała filozofia. Facet może i ma nawrót niekiedy dziecięcej fantazji, w świecie korporacji, ale nie zapominaj, że laski też. Gdyby faceci serio tylko rozwijali się do 5 roku życia, znaczyłoby to, że nie pociąga nas inteligencja, męskość i wszelkie inne aspekty też porzucamy, które doprowadzają nas do stania sutków.

A co z argumentem „mam rację, bo mam cycki”? Cały paradygmat jego jest debilny, toteż taki argument na starcie idzie do zagazowania. Nie wiem jaki facet godzi się na przegraną w dyskusji, tylko dlatego, że usłyszał podobny argument. Koleś, współczuję Ci braku pewności siebie, jeśli tak postępujesz, a może i nawet braku honoru. Jeśli jesteś z nią tylko dlatego, że jest dobra w łóżku, to wybacz, ale to świadczy o braku odwagi, a może nawet i honoru u Ciebie. Dla mnie dyskusja, w której obie strony mają inne zdania, to wojna na argumenty, co wiąże się z inteligencją również. Wszelkie argumenty, które mają podparcie logiczne są dopuszczalne, ale błagam. Jeśli wyjeżdżasz  facetowi z „bo mam cycki”, to nie licz, że będzie oczekiwał od Ciebie rozmowy po seksie. Facet poza spełnieniem seksualnym, chce też orgazmu intelektualnego, a takimi tekstami mu go nie zapewnisz, toteż nie zapewnisz życia sobie z nim. To ta sama zasada, jakby Ci koleś powiedział „zamknij się, bo mam dużego fiuta, którego wielbisz mieć w sobie”…

Dlatego, niezależnie od jakiej płci jesteś, nie daj sobie nigdy wmówić, że tylko faceci to dzieci, toż to każdy żyje jakoś w świecie fantazji, ani że cycki w argumentacji muszą wygrać, bo jak pozwala się na coś takiego, to świadczy to o twojej małości (a lesbijki mają przesrane)…

 

PS: Justamadman – proszę te Twoje wielkie litery

przereklamowane bycie miłym

dużo ludzi ostatnio chce być „miłym człowiekiem”. jak mniemam cała ta bajka zaczęła się w prahistorii człowieka, gdy zaczęto zdradzać i przez cholerne chore relacje, jedna strona ukrywała fakt ten przez swym jakże wielbionym życiowym partnerem. zaczęto wtedy grywać role, pokazywać niekoniecznie swoje oblicze i pieprzyć się na potęgę mówiąc, że uprawia się tylko błogosławiony od wieków małżeński sex. brnąc dalej w bagno kłamstwa człek się łudzi, że jak nie ma urody, to przecież uprzejmością załatwi sobie wszystko co będzie chciał u ludzi. najwyżej przecież można przelecieć się na biurku prezesa. ale broń mistyczny Boże, żeby z prezesem we własne osobie! przecież trzeba być zawsze cholerną cnotką, tudzież maminsynkiem, która nawet papierosa nie zapali. nawet jak po godzinach na 5″ idzie do kibla z nieznajomym. przecież czego oczy nie widzą, temu „sercu” nie żal, więc można mieć opinię poukładanej osoby, wciągając kreskę wieczorem.

mało kto dziś niestety ma odwagę być osobą, a co za tym idzie, wszelakie normy społeczne wyspecjalizowały, że większość chce być miłą jednostką. tak by przez każdego być lubianym, by uprzejmość waliła od niego na kilometr i każdy wiedział, że zawsze można na niego liczyć. nie zważa taka jednostka na duże prawdopodobieństwo bycia najnormalniej w świecie wyruchanym przez innych. przez tych, którzy mają śmiałość mieć i wyjawiać swoje zdanie. przez tych którzy nie boją się pojechać w lewo, niż w prawo skręcić na nową autostradę dofinansowaną z funduszy EU. przez tych do których cholera należy świat, bo wiedzą czego chcą i dąż do tego.

niby coś w mojej podświadomości podpowiada mi, że w czasach „mody”  jest właśnie przereklamowane bycie miłym, chociaż patrząc logicznie na to, jakie społeczeństwo mamy w XXI wieku to chyba właśnie okrzyczane jest dziś bycie sobą. zatraca się inteligencje na rzecz 50 twarzy Gray’a własne wartości na rzecz zgonowania przed kumplami, myślenie na rzecz social mediów itd…. ludzie w większości idą z tłumem, bo boją się odrzucenia. nie chcą się przeciwstawiać, bo tak łatwiej. bo to mniej wysiłku intelektualnego kosztuje. bo tego chcą myślące jednostki dla własnych korzyści, a ty szara jednostko boisz się trój literowego słowa NIE. nie ukrywajmy. ci co coś osiągają w życiu więcej, niż kasę od święta na carlo rossi, to jednostki które patrzą przede wszystkim na siebie, wiedzą czego chcą i nie boją się pokazać własnego myślenia. ba! one nawet potrafią przeprosić jak coś spieprzą, ale nie żałują, bo to była ich własne decyzja. i gdzie te hasła hipsterów bądź sobą? może i są, ale dają one dupy u większości w zrównaniu z rzeczywistością. a przecież miało być tak kolorowo i zajebiście. przecież świat miał należeć do mnie. ano droga istoto, która zapomniała myślenia, to wszystko jest na wyciągnięcie ręki nie do pilota, ale do Ciorana…

bo właśnie podstawą człowieka jest myślenie, więc nie dziwmy się, że ci co serio robią coś w życiu, przy wytycznych z kim chcą się pieprzyć, mówią o ekstazie wynikającej z dobrego sexu, z dialogiem ambitniejszym „to ty czy ja na górze?”, gdy kiedyś to było bardziej logiczne chyba…

teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie