bezdźwięczne „d”

Jeśli znów nie oprawiam swojego myślenia w zbytnią wiarę w ludzkość, to z całą pewnością nawet dla największego abnegata kina, filmu, czy o zgrozo w ogóle kultury jakiejkolwiek, jednostka o nazwie Quentino Tarantino coś mówi. To ten od kręcenia jakiś filmów, tak?

Koleś pochodzi z Ameryki z Tennesee. Z całą pewnością jego filmy porywają człowieka od początku i obrazem wpuszcza nas do danej historii. Historii, która jest znacznie ambitniejsza od pracy dziwek. To ten typ swoistego egocentryka, który rozpala każdy nasz neuron, porusza i wali widza, by się wreszcie obudził z tej ścieżki z klapkami na oczach. Dzięki pełnej fascynacji kinem, Tarantino nie marnuje czasu widza. Mistrzostwo obrazu stworzonego z brutalności, gry i dialogów aktorów, które doprowadzają widza do intelektualnego orgazmu.

Dla zwykłego przechodnia w myśleniu, to po prostu kolejny western, gdzie jakiś czarnuch zapieprza sobie po Ameryce na koniu (a może to Afryka?) i gada z niejakim Shultz’em o jakimś łapaniu kogoś tam. Chyba za kasę. Mega beznamiętny opis filmu, robiący jednocześnie gwałt na twórczości Quentin’a.

Bezdźwięczne d, inteligencja, przebiegłość, krew, swoista przyjaźń. Rzeczy, które są mniej lub bardziej pokazane bezpośrednio w Django. Inspirująca ekranizacja ludzi, którzy żyją, bo mają w tym cel. Nawet jak się przez przypadek znaleźli na Ziemi, to szybko ogarnęli się o co w tym wszystkim cholera chodzi i zaczęli żyć, a nie robić tylko pozory „bezorgazmowo” oddychając. Ukazanie przez niecałe 3h życia w realistycznej kolorystyce. Nie ma u niego banalnego przesłania przez, białego który ma kasę i  jego czarnego sługę. Pokazuje, że każdy jest człowiekiem i niezależnie od rasy, może być równie wartościowy. Łamie wszelkie zasady. Jawnie pokazuje swoją niezgodę na pewne niby realia. Z przymrużeniem oka można porównać go do Polskiego Gombrowicza, co jednakże nie oddaje w całości charakteru jego filmów, ani nie jest opisem słów Witolda.

Od pierwszych scen zaczyna się zabijanie. Nie jest to typowa strzelanina w lesie, gdzie wygrywa ten co ma sprawniejszą broń. Jasne jest dla nas, że ten biały koleś, z kiwającym się zębem nie jest od tak po prostu, że coś ma do zrobienia. Mimo, że jak się potem okazuje, podąża za kasą, to i tak jest wielki w swej inteligencji. Wie co robi i mimo, że wydaje nam się jego zachowanie spontaniczne, to wszystkie ruchy ma przemyślane, do tego stopnia, że dla niego normą jest przejazd na koniu w towarzystwie czarnoskórego, przez zakompleksione miasteczko z szeryfem na czele. Django zaś to facet honoru. Wie co jest dla niego ważne, a raczej kto i właśnie tu Tarantino ukazał miłość, której wcale nie jest potrzebna pseudo romantyczna kolejna bajeczka do wyrzygania. Korzysta z okazji do odzyskania Broomhildy i pozostaje wierny swym przekonaniom. Nie ma żadnych zahamowań, by odpłacić się ludziom dającym ujmę człowieczeństwu. Właśnie te rzeczy tworzą nam wyrazistą postać, koło której nie da się przejść obojętnie. Facet z jajami, o którego niejeden mógłby się uczyć…

Po prostu kolejna filmowa ekranizacja must have, w świecie pozbawionym jakichkolwiek musthave’owych przykazań.

zawieszona kawa

siema ponownie. dzisiaj o tym, o czym można nie tyle co usłyszeć, ale przeczytać, chociażby z zacnej tablicy XXI wiecznego Boga facebook’a. o tz zawieszonej kawie. nie będę rozpisywała się na temat wiarygodności tego „biznesu”, bo tutaj z pewnością jest tyle opinii, ile debatujących o tym ludzi. na podstawie tej kawy, chcę porozważać nieco nad dobrym aspektem człowieka. tak dla odmiany, torchę optymizmu dla człowieka dam, niż jak zwykle to ja pisałam, o nędznej szarówce.

zawieszona kawa to nic innego jak mechanizm z nutą człowieczeństw za sobą. polega on, że wchodząc do kawiarni, czy czegokolwiek podobnego do sieciówek rodem z amerykańskiego snu, poza kawą dla siebie „zawiesza” się kolejną dla bezdomnego. w ten sposób osoba pozbawiona jakichkolwiek finansów, dochodów może zapomnieć o beznadziejności świata, której ją dotknęło i napić się czegoś ciepłego, wartościowego nie tylko dla organizmu ale też i dla psychiki poniekąd. jest to wykorzystanie naturalnych paradygmatów jednostki ludzkiej, którym jest dobro. dobro szeroko rozumiane i praktykowane. jasne jest, że pojęcie to, jak wiele innych pojęć w dzisiejszych czasach jest pojęciem względnym, jednak są rzeczy, które bardzo trudno zakwalifikować do innej kategorii. każda jednostka ma skłonności dobra, jak i złe. sama, przez swój moralniak, dokonuje nieustannego wybory między tymi dwoma aspektami. tutaj jasno widzimy chęć pomocy drugiemu. chęć wsparcia go, w choćby najbanalniejszy sposób w trudnej dla niego sytuacji. i to jeszcze bez chwały dla siebie, bez nawet podziękowania ze strony odbiorcy. nie wiadomo kto dostanie tą kawę…. taki mały gest. pokazuje nam to jasno, że ludzie, nawet w czasach wszechobecnego konsumpcjonizmu i prężnie rozwijających się korporacji ludzie chcą dobroci dla innych. podświadomie mogą oni wierzyć, że pomagając teraz, niby bezinteresownie, otrzymaj,ą oni sami kiedyś pomoc, w chwilach dla nich tego wymagających. karma tak zwana przez niektórych.

podpierając się, jakże kochanymi przez masy definicjami, jednostka ludzka jest wyrazem osoby i osobowości w świecie materialnym, poprzez ciało i jego wymogi. losy osoby są zatem uzależnione od warunków, w jakich przebywa, żyje i działa jednostka. jednostka ludzka jest narzędziem realizacji celów osoby, współtworzenia nowej cywilizacji i kultury. odruch dobra może mieć różne podwaliny i trudno byłoby je szybko i zwięźle ująć. dla niektórych może być to najbardziej znana teoria psychologiczna, czyli dobro kojarzone z miłością matczyną, zaznaną w dzieciństwie, a niektórym wspominają się po prostu pewne przyjemne wątki w swoim życiu. wyraz osoby, czyli to jacy jesteśmy na co dzień, bez żadnej kurtyny kłamstwa, nasze postępowanie, myśli, cechy osobowości i inne czynniki składające się na pełen opis danej persony. w tedy najlepiej ukazuje się nasze prawdziwe ja. dlatego, według mnie, heppenig typu zawieszona kawa, jest przywróceniem wiary w człowieczeństwo. anonimowo, bez żadnego rozgłosu robimy komuś dobrze, a przynajmniej do tego dążymy. myślimy, nam się dobrze powodzi, komuś niekoniecznie, to logiczne że pomogę.

jak wszystkiego, są różne formy pomocy, to czemu by nie wybrać takiej? czemu by nie dać biednemu człowiekowi ciepłego napoju? nie dać mu odrobinę uśmiechu na twarzy, szczęścia, wywołanym dobrym smakiem kawy? no właśnie, czemu by nie zrobić dobrego gestu w stronę biednych i nie wprowadzić takiej nieformalnej tradycji tu, u nas w Polsce? by chodź trochę było weselej na tych szarych, przepełnionych pesymizmem ulicach? nie rozpatrujmy tutaj niezliczonych scenariuszy, typu „pewnie kelner ją sobie wypije”, czy „skąd biedak będzie wiedział, by wejść do mainstreamowego lokalu? jasne jest, że pewnie będą i takie przypadki, ale cholera jasna! zawsze znajdzie się minusy, a by stwarzać świat lepszym (ile się tego słyszy wszędzie, ale gówno z tym masy robią)najlepiej działać pod impulsem. nie rozpatrywać nic. czujesz chęć uśmiechnięcia się do przygnębionego pasażera autobusu? droga wolna. po cholerę rozpatrywać czy warto tutaj? chcesz i możesz kupić tą dodatkową kawę czy herbatę? zrób to na litość, a nie zastanawiaj się nad losami jej, jakby od tego zależały postępowania nie wiadomo kogo. zobaczysz starego człowieka z zakupami i poczujesz chęć pomocy mu? pieprz pytania i inne wątpliwości i podejdź do niego i po prostu na litość mu pomóż. nie zastanawiajmy się nad wszystkim zanadto, bo życie przecieknie nam przez palce. do bycie dobrym, do robienia drugiemu dobrze nie trzeba stu tysięcy powodów. czasem warto zadziałać pod impulsem…

14/02

siema. korzystając z wyśmienitej okazji, trochę pogmeramy w myśleniu szarej masy, czy w ogóle społeczeństwa.
chyba nie da się nie zauważyć obecności „serc”, które stoją na każdym kroku. jeżdżąc tą samą trasę, tudzież chodząc do jakiegoś sklepu niejako, w szarości otaczającego nas świata, nie da się nie zauważyć czerwonych aspektów. może ludzkość jeszcze nie zatraciła się aż tak bardzo w technologii, że niekiedy używa takiego ustrojstwa, jakim jest nasz mózg, wykonując niezwykle ambitny proces samodzielnego myślenia. się człek zacznie zastanawiać o co chodzi. święta? to gdzie te choinki, łańcuchy, bombki i najważniejsze przecież. muzyka mozolnie wyłaniająca się z głośników pt last christmas. wielka noc? jakoś chyba też nie specjalnie, bo gdzie te wszystkie kochane zające z czekoladowymi jajkami? dzień kobiet? ale to jakoś tak cieplej raczej chyba było… jakże kochany googl nam teraz pomoże i wyjaśni, że to rzekomo święto zakochanych. i większości niedoinformowanych takie krótkie określenie starczy, jeśli rzecz jasna od małego nie był bombardowany taką zacną komercją. ale jeśli ktoś jest ambitny, lubi wchodzić głęboko nie tylko w sexie i dowiadywać się więcej, może uzmysłowi sobie, że masowe serce nie jest sercem. potoczne serce , odwracając je niejako do góry nogami zobaczymy bardziej dupę człowieka, niż serce: . przepraszam, może niektórych ktoś nie uświadomił , ale serce anatomiczne zupełnie inaczej wygląda…: . więc skąd ten symbol? przecież symbole nie biorą się tak z powietrza chyba… według mnie, najbardziej logicznym wyjaśnieniem będzie odwołanie się do relacji interpersonalnych, uściślając facet – babka. to właśnie z uwielbienia obiektów seksualnych nasi kochani panowie zaczęli w niewielkim uproszczeniu, wielbić naszą tą część ciała, która się tak rozpowszechniła, że w przedszkolu na każdym kroku widzimy jak dzieciaki rysują takowe tyłki, w mega mylnym przekonaniu, że robią serce – myślą, że powoli zbliżają się do dorosłego myślenia, sądzę że właśnie tą częścią ciała, darzymy kogoś jakimś uczuciem. a właśnie. nasze wspaniałe uczucia. spytać się przechodniów właśnie o ten aspekt, zazwyczaj usłyszymy odpowiedź w stylu „kochamy sercem”, czy inne zbliżone do tego sformułowania teksty. to wpierw wypada zapytać, czy zna się takowy piękny organ? tak proszę Państwa. to właśnie to ustrojstwo, dyktuje nam nie tylko myślenie, funkcjonowanie organizmu itd., ale też odpowiada za uczucia. dalej, jeśli ktoś właśnie w tym momencie został olśniony faktem, że serce nie ma nic do gadania w kwestii naszych emocji, to niech sobie pogrzebie w internecie, lub książkach typu Pułapki myślenia czy Istota człowieczeństwa, bo jednak jakaś wiara w ludzkość jeszcze we mnie tkwi i liczę, że większość chociażby, coś kojarzy z tych uczuć dyktowanych przez mózg…
można by w sumie teraz się zastanawiać, czemu by nie zmienić więc takowego symbolu, dla lepszego rozwoju intelektualnego poniekąd. otóż nie ma kompletnie żadnego sensu. czemu? niestety, fakt niejako zaprzeczający mojej nadziei w ludzkość, szara masa się poszerza ciągle w społeczeństwie i wcale nie jest ona wybitna pod względem jakiejkolwiek inteligencji. ludzie zapominają już kompletnie o drugim, dążą do fikcyjnej samorealizacji po trupach, niezależnie jakiego rodzaju byłyby te trupy. byleby tylko oni mieli lepiej, szybciej, wygodniej… o odczuwaniu własnych emocji szkoda gadać, bo przecież przez ciągły pośpiech, mechanizm obronny naszej psychiki, jakim jest blokowanie niejako uczuć. dlatego, pod tym względem, takowe komercyjne święta, są jak najbardziej dobre, by ludzie chociaż czasem, co jest przykre, przypominali sobie o swoich bliskich czy ukochanych i okazywali im co do nich czują. przynajmniej chodź trochę, społeczna strona naszego człowieczeństwa, będzie zaspokajana…