zasadowość

Od zawsze ludzkość żyła w  sieci zasad, które mniej lub  bardziej przetrwały do czasów dzisiejszych. Niektórzy usilnie się wypierają, głoszą wolność, anarchię, jednak logicznie rzecz ujmują, nawet wyznawanie niepodległości jakimkolwiek zasadom, to swoista zasada życiowa…

Dlatego, mając na uwadze właśnie fakt, że dla jednego zasadą może być poranek z papierosem, a dla drugiego niepojęte i czystym idiotyzmem jest przyjmowanie dobrowolne nikotyny, warte są ogólnie przyjęte zasady? Normy społeczne? Zasady owszem, jednak mi nie chodzi o strict nasz kręgosłup moralny, tylko te wszelkie odgórne reguły. Czy w istocie nie jest to po prostu charakter życia, z którym nikt nie dyskutuje, tyko przyjmuje takim jakim ono jest? Przecież art. 148 § 1 Kodeksu karnego nie zniweluje różnego pojmowanie dobra, przez społeczeństwo złożone z X osobowości. Po co więc w istocie są wszelkie paradygmaty prawa? Dla fikcyjnego poczucia bezpieczeństwa?

Zasady dają nam poczucie bezpieczeństwa. Mamy złudne poczucie, że każdy podlega tym samym normom. Że tak samo pojmuje świat, przez co w żaden sposób nie jest zagrożony on sam. Nawet nie trzeba patrzeć na prawne kodeksy. Wystarczy powiedzieć opinię, znacznie różniącą się od opinii sąsiada. Cholernie często w tedy zdarzy się oburzenie, w szczególności gdy rozchodzi się o tematykę pokroju seksualności człowieka. I co? Zamkniesz się sąsiedzie w swoich czterech ścianach? Zasady, tu właśnie normy społeczne, dają ciche przyzwolenie na wykluczenie niekiedy ze społeczeństwa pewnych jednostek. Nie dlatego, że personalnie komuś zaszkodziła. Wyklucza się, bo tak, bo ma inne zdanie, inne pojmowanie rzeczywistości. Nie mówię, że wszystko musimy kochać, bo to popadanie w przeciwległą zaś skrajność. Zachwycać się każdą odmiennością drugiego też nie musimy, ale przynajmniej będąc ciekawym różnych zdań, można nieźle zasmakować w życiu, zobaczyć nieobliczalność i różnorodność świata. Ale czy społeczeństwo ma aż tak bardzo zamknięte oczy neuronalne, że nie chce wpuszczać barw w swoje życie, zamykając się wśród jednostek podobnych do siebie i obrażając każdego, kto chodź minimalnie się wychyli z szeregu…? Byleby nie wystawać z szeregu? Bo przecież, jak się odchyli taka słaba psychicznie jednostka od grupy, to dupa. Boi się, że nie obroni swojego zdania. A to tylko dyskusja, do której człowiek jest stworzony, jednak ludzkość coraz bardziej zatraca wszelaką argumentację, na rzecz swoistego braku myślenia i rozmowy.

Jedna myśl nt. „zasadowość

  1. Z różnic winno się czerpać a nie dobijać je dechą veta…
    Zaczyna się w szkole, wśród równo ustawionych dzieci wychowawczyni akceptuje tylko tych, którzy trzymają się standardów,
    pozostałych wypycha na margines, zamiast wykorzystywać ich rozwrzeszczany temperament…
    Pozdrawiam
    eksperyment-przemijania.blog.onet.pl
    http://kadrowane.bloog.pl/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>