mowa, nie tylko ciała

siema. jak w tytule. o mowie ciała dużo się mówi, zaś o języku praktycznie w ogóle…

czy kiedykolwiek kogoś, poza badaczami, intrygował sposób mówienia i tego jak to wpływa na odbieranie u odbiorców jego i wartości przekazywanych przez mówcę? dużo mówi się o mowie ciała, analizuje ją się, tworzy odpowiednie konteksty, a o mowie w sensie językowym gówno się mówi. czasem może ktoś się odważy skrytykować tudzież opisać pewne formy językowe, ale jeśli nie jest się Bralczykiem, to od razu spada na niego stos oburzenia i zaszokowania, że po cholerę rozważać nad takim czymś. sądzimy, że jeśli coś jest codzienne i powszechnie używane, nie ma to sensu, by rozkładać do naga na czynniki pierwsze dany aspekt. nie myślimy o tym, natomiast podświadomie szufladkujemy ludzi po sposobie mówienia. pokazuje nam to jasno, że skoro ludzie ma w sobie takowe stereotypu, które pchają nas do takich czynów. a fakt, że takie łatwe do ogarnięcia nie jest, to już inna sprawa. jednak nie można pieprzyć czegoś tylko dla tego, że coś jest trudniejsze, niż zapalenie porannego papierosa…

jasne jest, że ktoś może wyjechać poniekąd z kontrargumentem, że przecież to co się mówi, nie jest równoznaczne z tym co się mieści w mózgu. zapewne gdyby nie było podziałów na osobowości, to i nie byłoby żadnych póz. można by rzec, że każdy byłby przykładowym ekstrawertykiem. jednak tak nie jest. mamy jeszcze introwertyków i neurotyków, a to dopiero swoisty początek psychologicznej góry lodowej. przez niezliczony stos póz, które przyjmujemy każdego dnia, stwierdzenie to staje się bezpodstawne. sami po sobie widzimy, że kontrolujemy się w niektórych sytuacjach, jak się wysławiamy. a to tyko dla tego, by wywrzeć odpowiednie wrażenie. nie chcemy zaszkodzić sobie w relacjach uczeń – nauczyciel, to zachowujemy ogładę pt formułki na per pan/i; uśmiechamy się, by nie odpowiadać na pytanie „co się dzieje” i inne przykłady z życia wzięte, dobrze znane każdemu.
dlaczego więc zaczęłam w ogóle myśleć o tym, co można usłyszeć w słowach, jednak między słowami? przecież, ktoś może być introwertykiem przybierającym pozę niczym Hitler* i nic nie pokazać otoczeniu, co tak właściwie myśli czy czuje. a taki ekstrawertyk, będzie impulsywnie wszystko niejako robił i nie będziemy mogli zorientować się z łatwością, czy to co powiedział to chwilowa fanaberia neuronowa, czy rzeczywisty pogląd. a o neurotykach już nie wspominając. ano wzięłam się, za taki pogmatwany kawałek relacji interpersonalnych, ponieważ jak to ja. fascynuje mnie wszystko co z człowiekiem związane. a to, jak homo sapiens się ze sobą porozumiewa, jest cholernie intrygujące, to pozostaje tylko jedno pytanie, a mianowicie why not?!

żeby właściwie zrozumieć, co autor miał na myśli, tak jak i w mowie niewerbalnej, trzeba rozważać całościowo, wsyztskie razem znaki, a najlepiej byłoby kogoś znać osobiści i prywatnie, by mieć pewność. porozumiewamy się ze sobą, by współnie razem koegzystować. przekazujemy w ten sposób sobie jakieś informacje. by właściwie zinterpretować myśli drugiego trzeba dokładnie go słuchać. często, jak osoba nie mówi tego, co w istocie myśli, w przeciągu dosłownie kilku chwil, może sobie zaprzeczyć. może się zacząć jąkać, mogą zwęzić się jej źrenice, czy mieć nerwowe ruchy. w tedy mamy jasność sytuacji i wiemy, że coś jest nie tak. ale to tylko jak mamy łatwiejszą opcję. dzieje się tak, gdy osoba nie jest najzwyczajniej w świecie przyzwyczajona do kłamstwa, lub inne czynniki (np. poddenerwowanie) wpłynłęy na fakt, że nie umie ukryć braku mówienia prawdy.
jeśli zaś mamy do czynienia z wyśmienitym kłamcom, w jego mniemaniu rzecz jasna, musimy się nieco bardziej skupić. może wystąpić aspekt źrenic, jednak oznaki fizjologiczne typu pot, już nie. braku zdenerwowania nie będzie nawet grama. będzie taka osoba mówiła zapewne czytelnie i zrozumiale dla odbiorcy, a jego argumentacja będzie nienaganna. nie myślmy, że znajdziemy argumentacje ad persona. o nie, przecież to by zdradziło jego odczucia względem kogoś, a napadać na przyjaciela przecież nie będzie. w takiej sytuacji najlepiej znać kogoś osobiście, albo co najmniej znać jego sposób mówienia na przestrzeni x czasu. przez to, będziemy mieli jaśniejszy ogląd na jego poglądy. nie ulega przecież najmniejszej wątpliwości, że w przeciągu, dajmy na to paru miesięcy, jeśli nie mówi się prawdy, argumentacja będzie różniła się od siebie i argument a, z argumentem b, nie będzie miał pewnie wiele wspólnego, toteż własnie przez takie baczne słuchanie ogarniemy się, że mówca nasz, nie myśli w istocie, tego co mówi. natomiast jeśli słyszymy tylko tu i teraz dany przekaz, to nie pozostaje nam nic innego, jak dokładne słuchanie i obserwowanie jego czynności podświadomych. można też zadawać pytania, po których z odpowiedzi można też wiele wywnioskować. mało kto kłamiąc przecież jest nastawiony na niespodziewane pytania…

nie ulega jednak najmniejszemu poddaniu w wątpliwość, faktu że jeśli ktoś nie chce zdradzić swoich uczuć, to każdemu się to uda. w bliższych kontaktach interpersonalnych pozostaje nam po prostu ufność i słuchanie drugiego, oraz konsekwentne trzymanie się ustalonych wcześniej zasad. a co o dalszych znajomościach? nie ma co się zanadto przejmować. nie mają realnego wpływu takowe osoby na nasze życie, więc raczej powinno spłynąć po nas ten fakt. można oczywiście bawić się pytaniami, czy słuchaniu danej osoby mega uważnie i potem wyśmienicie wykorzystywać, to swoiste plątanie się w wypowiedzi… nie pozostaje nic innego, jak życzenie po prostu miłej zabawy ludzkimi wypowiedziami :D

 

*z życia poza internetowego, wiem że to jest mega sporna kwestia, dlatego kiedyś tam zapewne napiszę, czemu właśnie ten dyktator, przemawiający z takim zaangażowaniem o polityce III Rzeszy, jest wbrew pozorom introwertykiem. przynajmniej dla niektórych :)

zawieszona kawa

siema ponownie. dzisiaj o tym, o czym można nie tyle co usłyszeć, ale przeczytać, chociażby z zacnej tablicy XXI wiecznego Boga facebook’a. o tz zawieszonej kawie. nie będę rozpisywała się na temat wiarygodności tego „biznesu”, bo tutaj z pewnością jest tyle opinii, ile debatujących o tym ludzi. na podstawie tej kawy, chcę porozważać nieco nad dobrym aspektem człowieka. tak dla odmiany, torchę optymizmu dla człowieka dam, niż jak zwykle to ja pisałam, o nędznej szarówce.

zawieszona kawa to nic innego jak mechanizm z nutą człowieczeństw za sobą. polega on, że wchodząc do kawiarni, czy czegokolwiek podobnego do sieciówek rodem z amerykańskiego snu, poza kawą dla siebie „zawiesza” się kolejną dla bezdomnego. w ten sposób osoba pozbawiona jakichkolwiek finansów, dochodów może zapomnieć o beznadziejności świata, której ją dotknęło i napić się czegoś ciepłego, wartościowego nie tylko dla organizmu ale też i dla psychiki poniekąd. jest to wykorzystanie naturalnych paradygmatów jednostki ludzkiej, którym jest dobro. dobro szeroko rozumiane i praktykowane. jasne jest, że pojęcie to, jak wiele innych pojęć w dzisiejszych czasach jest pojęciem względnym, jednak są rzeczy, które bardzo trudno zakwalifikować do innej kategorii. każda jednostka ma skłonności dobra, jak i złe. sama, przez swój moralniak, dokonuje nieustannego wybory między tymi dwoma aspektami. tutaj jasno widzimy chęć pomocy drugiemu. chęć wsparcia go, w choćby najbanalniejszy sposób w trudnej dla niego sytuacji. i to jeszcze bez chwały dla siebie, bez nawet podziękowania ze strony odbiorcy. nie wiadomo kto dostanie tą kawę…. taki mały gest. pokazuje nam to jasno, że ludzie, nawet w czasach wszechobecnego konsumpcjonizmu i prężnie rozwijających się korporacji ludzie chcą dobroci dla innych. podświadomie mogą oni wierzyć, że pomagając teraz, niby bezinteresownie, otrzymaj,ą oni sami kiedyś pomoc, w chwilach dla nich tego wymagających. karma tak zwana przez niektórych.

podpierając się, jakże kochanymi przez masy definicjami, jednostka ludzka jest wyrazem osoby i osobowości w świecie materialnym, poprzez ciało i jego wymogi. losy osoby są zatem uzależnione od warunków, w jakich przebywa, żyje i działa jednostka. jednostka ludzka jest narzędziem realizacji celów osoby, współtworzenia nowej cywilizacji i kultury. odruch dobra może mieć różne podwaliny i trudno byłoby je szybko i zwięźle ująć. dla niektórych może być to najbardziej znana teoria psychologiczna, czyli dobro kojarzone z miłością matczyną, zaznaną w dzieciństwie, a niektórym wspominają się po prostu pewne przyjemne wątki w swoim życiu. wyraz osoby, czyli to jacy jesteśmy na co dzień, bez żadnej kurtyny kłamstwa, nasze postępowanie, myśli, cechy osobowości i inne czynniki składające się na pełen opis danej persony. w tedy najlepiej ukazuje się nasze prawdziwe ja. dlatego, według mnie, heppenig typu zawieszona kawa, jest przywróceniem wiary w człowieczeństwo. anonimowo, bez żadnego rozgłosu robimy komuś dobrze, a przynajmniej do tego dążymy. myślimy, nam się dobrze powodzi, komuś niekoniecznie, to logiczne że pomogę.

jak wszystkiego, są różne formy pomocy, to czemu by nie wybrać takiej? czemu by nie dać biednemu człowiekowi ciepłego napoju? nie dać mu odrobinę uśmiechu na twarzy, szczęścia, wywołanym dobrym smakiem kawy? no właśnie, czemu by nie zrobić dobrego gestu w stronę biednych i nie wprowadzić takiej nieformalnej tradycji tu, u nas w Polsce? by chodź trochę było weselej na tych szarych, przepełnionych pesymizmem ulicach? nie rozpatrujmy tutaj niezliczonych scenariuszy, typu „pewnie kelner ją sobie wypije”, czy „skąd biedak będzie wiedział, by wejść do mainstreamowego lokalu? jasne jest, że pewnie będą i takie przypadki, ale cholera jasna! zawsze znajdzie się minusy, a by stwarzać świat lepszym (ile się tego słyszy wszędzie, ale gówno z tym masy robią)najlepiej działać pod impulsem. nie rozpatrywać nic. czujesz chęć uśmiechnięcia się do przygnębionego pasażera autobusu? droga wolna. po cholerę rozpatrywać czy warto tutaj? chcesz i możesz kupić tą dodatkową kawę czy herbatę? zrób to na litość, a nie zastanawiaj się nad losami jej, jakby od tego zależały postępowania nie wiadomo kogo. zobaczysz starego człowieka z zakupami i poczujesz chęć pomocy mu? pieprz pytania i inne wątpliwości i podejdź do niego i po prostu na litość mu pomóż. nie zastanawiajmy się nad wszystkim zanadto, bo życie przecieknie nam przez palce. do bycie dobrym, do robienia drugiemu dobrze nie trzeba stu tysięcy powodów. czasem warto zadziałać pod impulsem…