wolność

siema. kolejny dzień i kolejny wpis o postępowaniu społeczności naszej kochanej. tym razem trochę po babram się w rzekomą wolność i fakt, że większość nie potrafi z niej za dobrze korzystać.  o tym, że ludzie zatracili w sobie i tak już małą cząstkę wspaniałomyślnej empatii.

żyjemy w czasach, gdzie pogoń za kasą jest wszechobecna. gdzie dąży się do pieprzonej samorealizacji nie zważając na nic, ani na nikogo. własną matkę, która wiele dla ciebie egoisto poświęci, sprzedasz za marne grosze, byleby mieć oczko wyżej w korporacyjnej hierarchii. powie się, matka piła i biła mnie jak byłem małym człowieczkiem, a tabloidy to pięknie napiszą. no dobra, jeszcze dla niektórych zostaje załatwianie sobie profitów pod stołem ustami. i spoko. dla mnie jest znacznie uczciwsze, niż rozkładanie prywatnych kart przed całym światem. chcesz to proszę, to jest Twoje ciało i Ty nim gospodarujesz. może niezbyt uczciwa konkurencja, względem innych oponentów, ale przynajmniej szanująca drugiego człowieka, pamiętająca o bliskich. pracowanie samym sobą, własnym intelektualnym potencjałem, na swoją przyszłość.

ktoś kiedyś powiedział „żebyś żył w ciekawych czasach„. na całkowitą monotonię nie możemy narzekać. z jednej strony widzimy dwóch papieży, w ojczystych krainach istnieje prawdopodobieństwo, że przy 16stce na karku będziesz człowieku wybierał sobie płeć, a na wschód znów się wkurzają – czy to przez „aferę” Golden Rice, czy niebezpieczeństwo wojny… chodzi tu o swoistą parodię, że z jednej strony lenistwo jest wszechobecne, wszystko odkłada się na świętego nigdy, natomiast po przeciwnej stronie widzimy nie ustający, nawet o 3 nad ranem wyścig szczurów. mamy żyć w ciekawych czasach? proszę bardzo. parodia i komizm bijący nawet od dzieciaków z podstawówki, wychodzących na szluga podczas długiej przerwy. nie dziwię się więc, że niektórzy nie wiedzą jak żyć. czy być laską którą każdy już zmacał, a może z dziewictwem poczekać do ślubu? czy być kolesiem przepuszczającym w drzwiach kobiety z szacunku, czy tylko dlatego by bezkarnie patrzeć się na ich tyłek? oczywiście, jeśli ktoś jest takim poniekąd ignorantem jak ja na opinię innych, nie znaczących jednostek, to będzie to walił i postępował, tak jak jest mu dobrze, a w swoim otoczeniu bliższym bądź dalszym, będzie utrzymywał persony, które wnoszą coś pozytywnego do jego życia i akceptują go takim jakim jest. jednak wiem, że nie każdy tak może, nie każdy tak potrafi, nie każdy ma silną psychikę i ważne jest dla niego co o nim myśli. i luz. nie mówię, że jest coś w tym złego. tutaj nie ma zbytnio trafnego dzielnie na dobrą opcję i złą. to po prostu różnorodność w świecie, której nikt chyba nie chce zamazać. chodzi mi tu bardziej o ogólny obraz myślenia społeczeństwa na pewne zdarzenia.
teraz mamy niby więcej wolności względem przeszłych czasów, ale zróbmy stop klatkę. tu, właśnie teraz. co nam to cholera daje, że mamy rzekomą, wszechogarniającą nas wolność, rozciągającą się na wszelkie możliwe galaktyki? ogólnikowo nic. ogólnikowo wciąż każdy jest w czyjeś niewoli – czy to będąc pod telefonem dla szefa na każde skinienie, czy robiącym każdemu lekcje w klasie. najmniejszy sprzeciw i hasta la vista baby. ale takiemu stanowi rzeczy ludzie są sobie sami winni. nie mówię, że trzeba być egoistyczną pieprzoną hieną, żerującą na niepowodzeniach innych, ale liczę, że chodź dla niektórych jeszcze coś znaczy empatia i to nie w kontekście zupy z Azji. liczę, że są ludzie którzy potrafią realizować się w pełni pod każdym możliwym względem, jednak czasem otwierając się też na drugiego. i wiecie co jest w tym pięknego? fakt, że pomagając komuś w jakikolwiek sposób, dzięki tej osobie, robimy sobie sami dobrze i to nie koniecznie dłonią pod kołdrą w nocy.  chcemy wolności, ciągle niby o nią walczymy, a jak już ją się posiada to dupa. nic się z tym nie robi, bo trzeba by było włożyć trochę wysiłku i wziąć odpowiedzialność za swoje życia, a nie powierzać wszystko innym. innym, którzy mają gdzieś twoje sprawy. chcą tylko osiągnięcia wyznaczonego samemu sobie celu, a jak mają do dyspozycji jednostkę pozbawioną własnego zdania, a raczej jednostkę nie ujawniającą swojego zdania, nie umiejącą go obronić to się uśmiechają uśmiechem numer 2 do niej i piękną manipulacją, przez nią osiągają to co chcą. to jak w końcu? ludzie chcą tej wolności, czy chcą ciągle żyć na regułach pan – wasal? bo nie wydaje mi się, że ktoś chce być perfidnie wykorzystywanym do czyiś celów, zatracając w ten sposób samego siebie…

dlatego naprawdę. wystarczy zmienić tak niewiele w swoim życiu, by całkowicie korzystać z danej nam prawnie wolności. trochę wysiłku, trochę odpowiedzialności i decyzyjności może zmienić wiele przede wszystkim dla samego siebie, a jak się zbierze więcej takowych jednostek to i dla całego globu. niech zbierze się więcej takich wolnomyślicieli cieszących się z życia i wkładającego w świat optymizm i postęp. nie wierzmy od razu czemuś co usłyszeliśmy od kogoś, tylko wypracujmy rzeczywiste własne zdanie na dany temat i okazujmy go, a nie milczmy jak coś jest według nas nieprawidłowego.

postęp

siema. dzisiaj o tym co nas otacza przede wszystkim, mniej lub bardziej namacalnie. otóż postęp to takie ustrojstwo, które raczej się nie da jednoznacznie scharakteryzować. na każdym prawie kroku można usłyszeć, jaki to on jest zły i niewłaściwy, ale mało kto by ogarnął się w dzisiejszym świecie bez niego.

przede wszystkim myślimy o postępie, jako rozwoju technologicznym. nie ulega wątpliwości, że jest on niejako najbardziej charakterystycznym objawem wszelakiego rozwoju, ale litości. nie jest on jedynym. to tak jakby scharakteryzować człowieka, że jest to jednostka złożona ze struktur białkowych, połączonych ze sobą wiązaniami peptydowymi. prawda? jest to prawdziwe stwierdzenie, ale nie daje nam całościowego oglądu w daną sprawę. zapominamy w tej definicji o emocjach, o strukturze mózgu, relacjach interpersonalnych, indywidualności i innych aspektach, składających się na pełną charakterystykę jednostki ludzkiej.

droga ewolucji, która jest niejako postępem naturalnym, pokazuje nam, jak zmienia się chociażby wielkość czy powierzchnia naszych organów, dla lepszego przystosowania gatunku ludzkiego, do panujących warunków zewnętrznych. W porównaniu z przeszłością, chociażby na podstawie pojemności czaszki, która u  Homo neanderthalensis wynosiła 1520cm3, a dziś wynosi ona o 180cm3 mniej, jasno pokazuje nam, że na przestrzeni tysiącleci nasz gatunek się tak wspaniale wyspecjalizował, by na mniejszym metrażu, zmieścić to samo umeblowanie. W procesie myślenia dochodzimy, więc do wniosków, że sama biologia, robi z nas poniekąd bardziej inteligentne jednostki, lepiej przystosowane byty (rzecz jasna przynajmniej w teorii Kochani), a idąc trendem minimalizmu, małych powierzchni, daje nam takową możliwość, nie nosząc na kręgosłupie nie wiadomo jakiego obciążenia wagowego. i czy to nie jest wspaniałe? że natura stara się być kompatybilna z nauką, mnie lub bardziej „świadomie”? teraz tylko kwestia tego, jak my ludzie wykorzystamy ten swoisty dar biologii i czy go wykorzystamy w pełni, by wycisnąć z niego jak najwięcej, czy go zmarnujemy przed ślepymi serialami czy wiadomościami ukazującymi tylko jedne, nie zawsze właściwy tok rozumowania. pokazują to, co ktoś sobie wykreował dla dobrego marketingu, wysokiej oglądalności, etc. właśnie, gdyby nie ten wspaniały organ, zwany mózgiem, mający u nas cholernie wielki potencjał, ludźmi rządziłaby całkowicie natura. nie chce tutaj mówić, że w żaden sposób nie działami pod jej presją, jednak nie mielibyśmy prawa, tylko naszym nadrzędnym, a może i jednym prawem byłoby prawo dżungli – wygrywa silniejszy. znów ujawnia się mi zbytnia wiara w jednostkę człowieczą, tak? możliwe. możliwe, że ogólnikowo patrząc na społeczeństwo trochę za bardzo przeceniam intelekt, możność rozumowania, kontaktowania się z innymi itd. ale na bogów. wbrew powszechnej teorii, inteligencja nie jest jedna na całe życie! ani inteligencja, czyli kochane IQ, ani  ta emocjonalna, czyli mniej rozpowszechnione EQ (dla tych którzy chcą wszystko szybko, a nie wiedzą o co chodzi http://pl.wikipedia.org/wiki/Inteligencja_emocjonalna , natomiast dla bardziej dociekliwych   odsyłam do http://www.empik.com/inteligencja-emocjonalna-goleman-daniel,57201,ksiazka-p ) nie jest nadana nam w życiu prenatalnym, raz na całe życie. nie ma więc logicznej argumentacji na debilizm, bo inaczej się tego nie nazwie, szarówki. jest rzecz jasna duże prawdopodobieństwo, że jak się urodzimy w rodzinie alkoholików, prędzej czy później sami zaczniemy pić, ale w gruncie rzeczy to od nas zależy. nie całkowicie na pewno, ale w dużej mierze. można być na samej górze i się stoczyć, jak i nie mieć zbytnio optymistycznego startu, a podbić świat. tylko do jasnej cholery nie można narzekać na wszystko i wszystkich i robić na każdym kroku spychoterapii. wkurza mnie dlatego funkcjonowanie szarej masy, bo nie marnuje swój potencjał. nie daje nic dla innych z siebie, tylko jest pieprzonym darmozjadem i pasożytem, umiejącym wyciągać tylko rękę po więcej, na kolejną flaszkę i ruskie fajki. to przez takich tworzą się znaczne podziały, bo Ci co sobą coś reprezentują nie ma bata, nie zniżą się do pewnego poziomu, toteż niekiedy zacisną zęby, bo wiedzą że jest w tym jakiś cel. wiedzą, że chwila wysiłku da im w przyszłości, nawet wcale nie tak bardzo odległej, życie takie jakie oni sobie tylko zaplanują i jakie będą oni sami chcieli. będą sterować swoim losem, na własną korzyść, a nie los nimi. nie są krótkowzroczni, a to w dzisiejszych czasach jest mega niebezpieczne…

jak to mówił Wojnowicz: „Doświadczenie historyczne wskazuje na to, że właśnie absurdalne, a nawet zupełnie idiotyczne idee najłatwiej opanowują umysły mas”. tego chyba nie trzeba rozwijać. mówi to samo za siebie, że ładnie coś przybrać w słowa, oprawić w popularną melodię, a do tego polać tyłki miodem ludziom, to masy to przyjmą i będą domagały się jeszcze więcej…

 

sex

ekshibicjonizm kojarzy nam się raczej z pokazywaniem w całości, bez żadnych zbędnych przykrywek, swego ciała. u niektórych wzbudza to pełną namiętności fantazję i chęć takowego zachowania, u innych odrazę i jedną wielką patologię. nagość proszę Państwa. nie ulega wątpliwości, że właśnie rozbieranie się na środku ulicy, czy chociażby na plaży, bez żadnego ubrania, nawet najbardziej skromnych stringów, kojarzy nam się właśnie z tym słowem. jest to pieprzenie nabytego wstydu. czemu nabytego? bo właśnie dzieci, podczas formowania niejako ich psychiki, spojrzenia na świat, moralniaka etc., zostało wpojone, że trzeba się ubierać. od taka norma, czy może nawet i zasada. ale czy właściwie jest coś złego w nagim ciele? czy mamy się czego wstydzić? czy naprawdę mamy ujawniać ją tylko w sypialni z partnerem i to jeszcze tylko w tradycyjnych pozycjach, bo przecież odrobina fantazji i uprawiania sexu chociażby na blacie, to nie przystoi… ludzie kochani. oczywiście, nie mam na celu mówić, że na co dzień, czy na maturę mamy iść nago, jednakże nie wstydźmy się jej.

ekshibicjonizm wziął się właśnie ze skrajności. jak często w dzisiejszych czasach widzimy właśnie skrajności? skrajna prawica lub skrajna lewica? ateista lub fanatyk? inteligent lub debil? optymista lub pesymista? ścisły umysł lub human? … zewsząd mówi nam się albo o pełnym namiętności zbliżeniu między dwojgiem (lub więcej) jednostek, albo o życiu owładniętym przez nieustanny celibat. znalazła się więc grupa ludzi, która miała już tego dosyć po całej linii, więc zebrała się niezorganizowaną niejako grupę ludzi, tworząc chociażby plaże dla nudystów. miała dość ciągłego zakrywania ciała, bo nie ma się cholernych idealnych wymiarów ciała. matko kochana! jaki to ma sens? ciągłe głodówki, odmawianie sobie kawy z bitą śmietaną posypaną czekoladą, kebaba, czy cokolwiek równie dobrego. kochani, serio nie widzicie że to błędne koło systemu? szeregowanie na silne jednostki, a słabe odrzucenie? silna psychicznie osoba, będzie pieprzyła wszystkie pseudo idealne kształty, będzie miała swoje zdanie i inne aspekty potwierdzające, że jest niezależnym od systemu bytem. słabe się porywa w czarną otchłań nakazując pewien tok rozumowania. nakazuje się, rzecz jasna dając rzekomy wolny wybór, jednak takowa osoba z niego nie skorzysta, bo przy treściach podanych w miarę logicznie przyjmie je, bez zastanowienia czy to ma w ogóle jakiś sens. takowa persona będzie ciągle się przejmować tym co inni o niej powiedzą, a jak to pp mówi „nie patrz na innych. oni ci jeść nie dają”. pokazuje nam to w jasny sposób, że nie warto patrzeć na to co inni, tylko na to co ja. co ja chcę, to czego ja pragnę. w ten właśnie o to prosty sposób będziemy szczęśliwi. i naprawdę, nie ma nic złego, a nawet w dobrym tonie jest zaakceptowanie siebie, swojego ciała. owszem, wygląd jest ważny, biorąc chociażby pod uwagę dobór partnera życiowego i mówi wam to kobieta z tego co anatomia podpowiada, ale intelekt nie wystarczy. więc kochane kobiety. litości. nie miejcie pretensji, że faceci patrzą na cycki, na to jak laska wygląda. przecież padnę śmiechem jak mi któraś będzie próbowała wmówić, że nie ocenia kolesia po wyglądzie. ileż można słuchać do zżygania „rozmów” koleżanek obrabiających kogo popadnie z wyglądu. przecież po czymś takim się serio nie dziwię, że niektórzy faceci mają takie a nie inne zdanie na temat lasek. dlatego Kaśka dobra rada mówi wam – mówcie czego chcecie, bądźcie sobą i nie róbcie awantury o byle co.

ale powracając do tematu, bo niejako zboczyłam. ekshibicjonizm, właśnie ta nagość nie musi wcale być rozumiana jako tylko i wyłącznie nagość cielesna. przynajmniej według mnie. można być nagą jednostką w sensie psychicznym, czyli pokazywanie swoich uczuć całkowicie i bez oporów, czy mówienie tego co się myśli. jak bardzo jest to potrzebne w dzisiejszych czasach, a jak rzadko stosowane? nie bójmy się swojego nagiego ciała, swoich nagich neuronów okrytych „jedynie” w intelekt. to jest piękne, jeśli odpowiednie się tym dysponuje rzecz jasna….

wiara w siebie

siema. jeśli komuś się wydaje, że kolejny wpis o szarówce, to tak. w sumie ma rację… :D

przede wszystkim rozpatrzymy aspekt życiowy niejako, o którym wspominał Arnold Bennet: prawdziwą tragedią jest tragedia człowieka, który nigdy w życiu nie był gotów podjąć ekstremalnego wysiłku – on nigdy nie wykorzystał wszystkich swoich możliwości, nie wzniósł się tak wysoko jak by mógł. to krótkie zdania, te parę słów ukazuje nam bardzo wyraźnie myślenie szarej masy. samospełniająca się przepowiednia – negatywne myślenie, pesymistyczne nastawienie do każdego podejmowanego przez nas zadania, będzie skutkowało niepowodzeniem. człowiek nie będzie taki zaskoczony zaistniałym wynikiem, ponieważ od razu taki wynik zakładał. nie miał wiary we własne możliwości, nie chciał uwierzyć w siebie. może to wina kompleksów z dzieciństwa, może gorszy nastrój, depresja… pomijając ostatni aspekt, który zostawiamy specjalistom, czy ktoś jest wstanie ogarnąć czemu tak się dzieje? ktoś może powiedzieć, że to wina wychowania, jednak jeśli widzimy jakiś negatywny apsket w naszym życiu nie możemy na niego się godzić i żyć w przekonaniu „bo tak musi być”. metoda małych kroków. niby trywialne, acz bardzo pomocne, nie ulega to najmniejszej wątpliwości, tak. można samemu próbować zmienić nastawienie w lżejszych przypadkach, można wysilić się na terapeutą. no ale tak, po co to wszystko? lepiej umartwiać się nad własnym losem i robić z siebie ofiarę. przecież lepiej zyć w ciągłym smutku, nie nadwyrężając mięśni brzucha od śmiechu, gdzie ludzie Ci pomagają aż nadto, bo ty przecież taki biedny, mało pewny siebie, a przecież taki inteligentny… gdyby zachować dyplomację to powiedziałoby się się, że to dość przykre, ale ja jak zwykle pieprzę kochaną dyplomację i powiem, że to wkurzające. przynajmniej dla mnie. człowiek, z definicji, powinien żyć dla siebie owszem, ale w tym całym egoizmie nie zatracać się we własnym ego i być dla innych również. dlatego wkurza mnie podejście szarówki do braku we własne możliwości. po pierwsze, zero produktywności i innowacyjności dla społeczeństwa, po drugie brak wykorzystanie swego potencjału. to jest absurd. żyć tylko po to, by umrzeć, toż to nie ma żadnego sensu. spotykając się z jakimiś znajomymi i tak przy wódce rozpatruje taka jednostka absurdalne problemy, które nie muszą mieć racji bytu. ale tak jak H2 z O2 nie połączy się od tak w znane H2O, taki i Ty bierzesz w pełni odpowiedzialność za swoje życie. nie ma możliwości usprawiedliwianie spychoterapii – bo to ludzie to hieny, a to szef mnie wkurwił, a to zapowiedzieli nawrót zimy…. chcąc być jednostką, która w pełni zasługuje na miano człowieczeństwa, wie z czym to się je, nie można zwalać na innych. mówiąc coś bierzesz odpowiedzialność za to. pisząc podpisujesz się, a nie bierzesz przykładów galów anonimów ze średniowiecza. taka podstawa podstaw, ale przez szarówkę zapominana bardzo. według ogółu lepiej być szelmowskim charakterem. przecież niby ujawnia się w nas wtedy nie wiadomo jaka inteligencja, chociażby ta emocjonalna. no błagam litości. knucie kojarzy się dobrze? lubimy jak ktoś za naszymi plecami robi zupełnie co innego, niż nam mówił? chyba nikt nie lubi być lekceważony, ignorownany. dlaczego więc się tak dzieje? bo ludziom łatwiej żyć na kontaktach, nie lubią się wysilać na napisanie samemu magisterkę. chcą mieć tylko papierek, który w teorii świadczy o ich wiedzy na dany temat, a w istocie w dużej liczbie wypadków to gówno prawda. kiedyś będąc magistrem było się szanowanym, było się niejako elitom, a teraz? teraz każdy jest mgr, teraz by być szychą w towarzystwie trzeba mieć profesórę, a wcześniejsze etapy traktować jak obowiązkową podstawówkę. serio to ma jakiś sens? jak ja go nie dostrzegam to niech ktoś mnie oświeci, przywróci większą wiarę w ludzkość.

ludzie, serio. każdy ma jakiś potencjał w sobie, choćby najmniejszy. więc cholera, niech zacznie brać odpowiedzialność za swoje życie i zacznie coś robi, a dzięki odrobinie wysiłku, efektem ubocznym będzie radość z życia. jak się ma klapki na oczach i ślepo podąża jak koń na rzeź w zyciu, to taka egzystencja nie ma najmniejszego sensu…