kabaret z innej strony

tak proszę Państwa. jednak szkoła może zainspirować. robienie projektu może natchnąć do kolejnego wpisu chociażby…
kabaret jaki jest, chyba każdy wie. przynajmniej ten w dzisiejszych czasach. powierzchownie, na pytanie jak wygląda kabaret, co to jest, odpowiedź to parę ludzi na scenie, mówiących pewną kwestię, gdzie niekiedy widzowie się śmieją. zgadza się? zapewne tak, ale spójrzmy na to głębiej. o czym „ci na scenie” mówią? najprościej ujmując to, to mówią o życiu w ironiczny sposób. ale skoro kabaret, to kultura wysoka (przynajmniej w teorii, kiedyś), to czemu szarówka się śmieje? czemu czerpie z tego rozrywkę? rozumie te treści? a może śmieją się, bo inni się śmieją i nie mogą pomyśleć, że nie rozumiem danej sceny? w moim subiektywnym odczuciu, jest to wołanie ostatnią deskę ratunku do mass, by zaczęły używać swojego potencjału, który kryje się w ich neuronach, znajdujących się w mózgu. zbyt fikcyjne wierzenie, że tak jest? możliwe, jednak ostatkami wiary w ludzkość, chcę tak myśleć. chcę myśleć, że są jeszcze jednostki, które dostrzegają dobitnie potencjał chociażby kabaretu, czy jakiejkolwiek innej sztuki. skoro jest to satyra, to już dostrzegamy, że Ci co tworzą dany skecz musza wnosić coś do życia, w sensie intelektualnym. muszą dostrzegać pewną parodię, w danej tematyce i perfekcyjnie ją wykorzystać do celów artystycznych. pochodna artyzmu nie została tu użyta przypadkowo. powinna być to niejako forma wysokiej kultury, pokazywanej w dostępny dla szerszej publiczności sposób.
robienie czegoś w oparciu o kulturę tą wyższą, zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem braku zrozumienie – przede wszystkim w dzisiejszych czasach, gdzie prawdziwa muzyka, jest zastępowana gównem, książki piszę każdy debil, a telewizja całkowicie schodzi na psy… jednak są ludzie, którzy chcą przeciwdziałać wszechobecnej głupocie i ignorancji na ambitniejsze tematy. z całych sił, próbują chociażby minimalnie przywołać mitologię, w bardziej humorystyczny i współczesny sposób, jak to wyśmienicie zrobił Kabaret PUK (http://www.youtube.com/watch?v=yULQAmI2Uq0). i chwała takim ludziom, bo to oni właśnie tworzą świat piękniejszy i odrzucają chociaż trochę skrawek debilizmu w dzisiejszym świecie…

stosunek do rzeczywistości…

jako, że zazwyczaj (może i zawsze) robiąc coś, jest to wynikiem pewnego aspektu, który przedostał się do naszej podświadomości, wyłaniając pewne przemyślenia na świadomość. tak i u mnie, dzięki Maksowi i jego poście (http://alternatyw.blog.pl/2013/02/12/piekno-tkwi-w-nas/) natchnęło mnie na swoiste rozważania stosunku społeczeństwa takowego.

pieprząc się w językoznawstwo, mamy taki stan rzeczy: słowo optymizm wziął się z zacnej łaciny, określenia „optimum”, co w polaku znaczy „najlepiej”; pesymizm w sumie jak kto woli, albo z francuskiego „pessimisme”, lub łaciny „pessimus”, znaczącego analogicznie „najgorszy”. w słusznej lub mniej słusznej teorii, optymizm to niejako personifikacja człowieka w definicji (pomijając aspekty struktur białkowych i innych anatomicznych względów). człowiek to istota odczuwająca, ciesząca się z życia. pesymista…? ma zaburzone niejako odczuwanie „pozytywnych” emocji, widzący tylko złe aspekty egzystencjalizmu, co chyba jednoznacznie nasuwa nam na myśl takie ustrojstwo jak depresja. (i gwoli ścisłości. pisząc depresja, mówię o zaburzeniu psychicznym…). oczywiście, nie będziemy chwalić poniekąd Hitlera i niszczyć wszystkich pesymistów, tylko jak na to pozwala sytuacja, pomóc. tak wiem, wizja wspaniałomyślności względem drugiego jest mega mało popularne, jednak litości. po pierwsza, a/ sami sobie robimy dobrze, pomagając komuś. działamy tu na aspekt społeczny naszej psychiki, która nie jest u podstaw taką hieną względem drugiego, jak to się obserwuje w dzisiejszych czasach, że coraz częściej człowiek człowiekowi wilkiem. po drugie, b/ co nam da bycie hieną, względem drugiego? przecież okazanie współczucia, pomocnej dłoni nie jest oznaką słabości psychicznej, wręcz odwrotonie. pokazujemy w ten sposób, że nie ujmujemy człowieczeństwu. poza tym nie boimy się faktu, że gdy ta osoba, której pomogliśmy, nie będzie zagrażała naszej jednostce. pokażemy, że jesteśmy na tyle silni psychicznie, że nie czujemy się zagrożeni ze strony kogoś innego o nasze stanowisko, klasę społeczną, partnera, czy cokolwiek innego. a brak pomocy? po pierwsze okażemy się niezłą szują. po drugie, dochodzi nam kolejna negatywna cecha faktu, że będziemy utrzymywali niejako taką osobę, naszymi podatkami, które również w jakimś stopniu idą na szpitale psychiatryczne itp…. dlatego kochani, naprawdę nie chodzi mi o kochanie intelektualny i fizyczne, każdej napotkanej osoby, ale o najnormalniejszy, przynajmniej w teorii dla jednostki ludzkiej, szacunek do niej. by nie zapominać, jakże trafnego określenia do dzisiejszych czasów „teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie”…

zważając na tą szybką definicję, jak i osobiste podejście do życia, podpisuję się pod słowami Autora Alternatyw, życie jest zajebiście piękne. niestety ludzie, w pogoni za wirtualną kasą, pseudo samorealizacją, czy „zwykłego” gadżeciarstwa, zatracają w sobie tą cząstkę psychiki, odpowiadającą za emocje. jeśli mamy coś obstawiać, to nic innego, jak ustrojstwo zwanym mechanizmami obronnymi. to właśnie one powodują blokowanie emocji, a co za tym idzie, uczucia owszem, nadal pozostają w jednostce, jednakże są one niewidoczne dla świadomości. człowiek taki nie jest w stanie sobie poradzić z zaistniałym stanem umysłu, toteż go podświadomie blokuje. ktoś może się więc tutaj zapytać, co złego jest w takiej sytuacji? emocje nam nie przeszkadzają w interesach itd, tak. patrząc krótkowzrocznie, jest to jak najbardziej prawidłowa teoria, jednak przy spojrzeniu głębiej zobaczymy, że takie coś doprowadzi ludzi tylko do większych zaburzeń, czy nawet chorób na tle psychiki. nadal takie wspaniałomyślne? nie sądzę. no, chyba że dla psychiatrów :D

14/02

siema. korzystając z wyśmienitej okazji, trochę pogmeramy w myśleniu szarej masy, czy w ogóle społeczeństwa.
chyba nie da się nie zauważyć obecności „serc”, które stoją na każdym kroku. jeżdżąc tą samą trasę, tudzież chodząc do jakiegoś sklepu niejako, w szarości otaczającego nas świata, nie da się nie zauważyć czerwonych aspektów. może ludzkość jeszcze nie zatraciła się aż tak bardzo w technologii, że niekiedy używa takiego ustrojstwa, jakim jest nasz mózg, wykonując niezwykle ambitny proces samodzielnego myślenia. się człek zacznie zastanawiać o co chodzi. święta? to gdzie te choinki, łańcuchy, bombki i najważniejsze przecież. muzyka mozolnie wyłaniająca się z głośników pt last christmas. wielka noc? jakoś chyba też nie specjalnie, bo gdzie te wszystkie kochane zające z czekoladowymi jajkami? dzień kobiet? ale to jakoś tak cieplej raczej chyba było… jakże kochany googl nam teraz pomoże i wyjaśni, że to rzekomo święto zakochanych. i większości niedoinformowanych takie krótkie określenie starczy, jeśli rzecz jasna od małego nie był bombardowany taką zacną komercją. ale jeśli ktoś jest ambitny, lubi wchodzić głęboko nie tylko w sexie i dowiadywać się więcej, może uzmysłowi sobie, że masowe serce nie jest sercem. potoczne serce , odwracając je niejako do góry nogami zobaczymy bardziej dupę człowieka, niż serce: . przepraszam, może niektórych ktoś nie uświadomił , ale serce anatomiczne zupełnie inaczej wygląda…: . więc skąd ten symbol? przecież symbole nie biorą się tak z powietrza chyba… według mnie, najbardziej logicznym wyjaśnieniem będzie odwołanie się do relacji interpersonalnych, uściślając facet – babka. to właśnie z uwielbienia obiektów seksualnych nasi kochani panowie zaczęli w niewielkim uproszczeniu, wielbić naszą tą część ciała, która się tak rozpowszechniła, że w przedszkolu na każdym kroku widzimy jak dzieciaki rysują takowe tyłki, w mega mylnym przekonaniu, że robią serce – myślą, że powoli zbliżają się do dorosłego myślenia, sądzę że właśnie tą częścią ciała, darzymy kogoś jakimś uczuciem. a właśnie. nasze wspaniałe uczucia. spytać się przechodniów właśnie o ten aspekt, zazwyczaj usłyszymy odpowiedź w stylu „kochamy sercem”, czy inne zbliżone do tego sformułowania teksty. to wpierw wypada zapytać, czy zna się takowy piękny organ? tak proszę Państwa. to właśnie to ustrojstwo, dyktuje nam nie tylko myślenie, funkcjonowanie organizmu itd., ale też odpowiada za uczucia. dalej, jeśli ktoś właśnie w tym momencie został olśniony faktem, że serce nie ma nic do gadania w kwestii naszych emocji, to niech sobie pogrzebie w internecie, lub książkach typu Pułapki myślenia czy Istota człowieczeństwa, bo jednak jakaś wiara w ludzkość jeszcze we mnie tkwi i liczę, że większość chociażby, coś kojarzy z tych uczuć dyktowanych przez mózg…
można by w sumie teraz się zastanawiać, czemu by nie zmienić więc takowego symbolu, dla lepszego rozwoju intelektualnego poniekąd. otóż nie ma kompletnie żadnego sensu. czemu? niestety, fakt niejako zaprzeczający mojej nadziei w ludzkość, szara masa się poszerza ciągle w społeczeństwie i wcale nie jest ona wybitna pod względem jakiejkolwiek inteligencji. ludzie zapominają już kompletnie o drugim, dążą do fikcyjnej samorealizacji po trupach, niezależnie jakiego rodzaju byłyby te trupy. byleby tylko oni mieli lepiej, szybciej, wygodniej… o odczuwaniu własnych emocji szkoda gadać, bo przecież przez ciągły pośpiech, mechanizm obronny naszej psychiki, jakim jest blokowanie niejako uczuć. dlatego, pod tym względem, takowe komercyjne święta, są jak najbardziej dobre, by ludzie chociaż czasem, co jest przykre, przypominali sobie o swoich bliskich czy ukochanych i okazywali im co do nich czują. przynajmniej chodź trochę, społeczna strona naszego człowieczeństwa, będzie zaspokajana…

sztywność zawsze bije ze wszystkiego pierwszego. ale litości i dystansu do własnej persony. i tak wszyscy kiedyś będziemy nieruchomi, jak cholerna wieże w Pizie, zaginająca amatorów fizyki, czy Mount Everest… nawet, jak ktoś się spali, czy to ze wstydu, czy to w piecu, to i tak w jakiś tam sposób, lub przez jakiś czas będzie sztywny i nieruchomy jak głaz… dystans to takie małe gówno, którego brakuje szarej masie. ah, ona swoją drogą jest fascynująca, a mnie osobiście rozwalająca. zewsząd wpaja się od małego, że się ma być inteligentnym, a przynajmniej udawać to przez stos banalnej elektroniki wokół siebie i książki, których i tak się nie zrozumie, jak się o z grozo przeczyta! uśmiech, nowe ubrania, poczucie humory i inne pierdoły. niby każdy do tych ideałów mass – mediowych dąży, a przynajmniej większość społeczeństwa, ale wystarczy mieć chodź za grosz samodzielnego (o logicznym w dzisiejszych czasach lepiej zapomnieć i nie przypominać ludziom, bo się człek załamie, poziomem rozwoju intelektualnego społeczeństwa)i wejść do ztm, czy w ogóle na ulice, by zobaczyć zgorszone wizją człowieczeństwa ludzkość, nie wiedzącą czego chce, narzekającą na wszystko, a do pracy jadą jak na ścięcie… i gdzie ta cudownie zajebista magia mediów, która mówi jak żyć i każda niemyśląca jednostka z tego korzysta…?